piątek, 12 lutego 2016

Powrót anioła

Witajcie! 



Pierwszy wpis w 2016 roku! 
Zbierałam się do niego długo, ale wciąż nie wiedziałam co właściwie mam napisać, co pokazać. Od czasu do czasu wrzucam na psalmowy facebook jakieś okruszki, żeby dać znać, że żyję, ale mam wrażenie, że to, co robię teraz, to faktycznie tylko okruszki- jakieś drobinki i resztki. 
Można by więc powiedzieć, że przechodzę swego rodzaju kryzys twórczy. Coraz mniej cieszy mnie to, co robię. Kiedyś tworzenie dawało mi mnóstwo satysfakcji i radości, a teraz, gdy już jestem Magistrem Sztuki (piszę to trochę z ironią), to mam wrażenie, że ludzie oczekują ode mnie niewiadomoczego i to hamuje we mnie radość tworzenia byleczego, czyli tego, na co mam akurat ochotę. Wiem, że jedynym lekarstwem na to jest przestać zwracać uwagę na opinie innych i ponownie zagłębić się w swoje serce, w swój świat i robić to, co się kocha. 
Łatwo mówić. Oczekiwania innych są jednak jak zatruta strzała. 

***

Uwielbiałam kiedyś malować anioły. A potem poszłam na studia i ktoś mi powiedział, że to głupie i dziecinne. Więc przestałam je malować. Zajęłam się martwymi naturami i modelami. Mój kreskówkowy styl stał się poważny i poprawny. Z jednej strony fajnie, bo warsztat się polepszył i oko sprawniejsze, ale anioły odeszły i na długo o nich zapomniałam. 
Do wczoraj.
Usiadłam przed pustą kartką. Pod ręką miałam trochę farb i ołówek. Zaczęłam malować. I poczułam się jak chory, który po bardzo długim czasie stanął na nogach i przypomina sobie jak właściwie się chodzi. Zdziwiona sunęłam pędzlem i patrzyłam, jak zaczęły spod niego wyrastać gwiazdy, liście i skrzydła. 
Znowu namalowałam anioła.
Efekt wcale mnie nie zadowolił. Anioł wciąż był na pustyni. A wokół niego noc.
Ale może coś się zmieni? Może inne anioły wrócą wraz z nim?