poniedziałek, 19 grudnia 2016

Kartki bożonarodzeniowe 2016

Witajcie!
U mnie oczywiście oferta last minute na kartki ręcznie robione! Serdecznie zapraszam do zakupu :) z tegorocznej serii zostało ostatnich 11 sztuk. Poniżej zdjęcia. Każda kartka, choć podobna, jest zupełnie inna i oryginalna. Każdy aniołek został ręcznie wycięty, pomalowany i omodlony :) 







Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 10 grudnia 2016

Trzecia miesięcznica

Moi mili!
W ferworze przygotowań do ślubu, przeprowadzki, samej imprezy, radosnego przeżywania pierwszych miesięcy z mężem, zapuściłam bloga totalnie, wiem. Ciężko jest mi też obiecywać, że tym razem się poprawię i będę go prowadzić regularnie. Wisi nade mną praca magisterska i ostatni rok studiów, szukanie pracy i inne poważne sprawy, które niekoniecznie motywują mnie do publikowania mojej twórczości. Zobaczymy jak to będzie dalej.
Ale z okazji, że dzisiaj mijają dokładnie 3 miesiące od naszego ślubu, postanowiłam napisać parę słów o tym wydarzeniu i uraczyć Was kilkoma zdjęciami. Ich autorami są Dwa Światła, debiutujący fotografowie, którzy odważyli się robić foty na naszej uroczystości. Trzeba im przyklasnąć za odwagę, w końcu kto nas zna wie, że jesteśmy okropnymi marudami. 

Zanim zaczniesz czytać kolejne akapity, jeśli nie będzie Cię to rozpraszało, włącz sobie w słuchania tę piosenkę >>klik<<

Wraz z mężem mamy dość specyficzny pogląd na świat, dlatego też przygotowania do naszego ślubu były dla niektórych trochę szokujące. Sam fakt, że datę ślubu wybraliśmy kierując się wolnym terminem w kościele, a nie w sali weselnej, był pierwszym ,,dziwactwem" dla niektórych.
My chcieliśmy, by wszystko było skupione na ceremonii ślubnej. Pieczołowicie przygotowaliśmy nasze serca do tego wydarzenia. Mieliśmy marzenie, by to na ślubie właśnie było jak najwięcej naszych przyjaciół, znajomych, no i oczywiście rodziny. Przykrym faktem jest to, że generalnie ludzie myślą, iż najważniejsze jest wesele. My bardzo mocno podkreślaliśmy, że tego dnia udzielimy sobie ŚLUBU, a nie wesela, jakkolwiek to brzmi. Niestety, doznaliśmy z tego powodu wielu przykrości i niezrozumienia. 
Jednak patrząc z perspektywy czasu stwierdzam, że było warto. Cała ceremonia wyszła przepięknie, a skupienie się na Panu tego dnia, zaowocowało naprawdę nieziemską atmosferą. I nie są to tylko moje przeżycia. Kto nie był wzruszony na naszym ślubie, niech pierwszy rzuci beretem ;)!
Czytania, pieśni, psalm, asysta, wystrój, poczęstunek przed kościołem- wszystko było przygotowane przez nas i naszych przyjaciół. Jestem bardzo szczęśliwa, że szczegóły, które dla mnie osobiście miały duże znaczenie, udało się ogarnąć i wszystko wyszło przepięknie.
Oczywiście jako kobieta przywiązywałam dużą wagę do wyglądu: i kościoła i naszego. Chwała Panu, że mi nie odwaliło i mimo wszystko wygląd nie stał się najważniejszy. Ale nie powiem- był ważny. Jak wiele czasu zajęło mi szukanie zielonych butów do ślubu wiedzą chyba wszystkie moje przyjaciółki. Podeszłam jednak do wszystkiego ze spokojem, co też uważam za mały cud. Przymierzyłam tylko 3 sukienki, bolerko kupiłam w second-handzie, wianek i wiązankę uwiłam sama, wymarzony welon znalazłam na allegro. Jedyną fanaberią były te buty... :) 
Czemu o tym piszę? Bo chcę się z Wami podzielić, że najważniejsza nie jest ta otoczka, ale osoba, z którą staje się przed ołtarzem. Tylko tyle. Miłość wypełnia wszystkie braki. 
Pan Bóg nam pobłogosławił tym, że zrobiliśmy wszystko w jedyny i niepowtarzalny NASZ sposób. Ale nawet gdy odleciały nam balony puszczone przez szyberdach naszego seacika, głos łamał mi się na każdym wersecie podczas śpiewania psalmu, a obrączki nie zostały wyjęte na paterę z pudełeczka itp., itd.: tego dnia nie miało to żadnego znaczenia.









A wesele? Miało go nie być. Myślałam, że będą po prostu jakieś luźne tańce w rytmach disco (NIE polo). I miało nie być rac na torcie.
Wesele było super. Mój mąż przygotował mnóstwo atrakcji, o których nie wiedziałam. Płakałam ze szczęścia chyba ze sto razy. A race na torcie były. I disco polo też. Trudno. W końcu to nie o to chodzi. Miłość zakryła wszystkie niedoskonałości :).









,,Z dnia na dzień wszystko jest inaczej,
Kiedy jesteś tu..."






Dobrego weekendu kochani! 
Do napisania (mam nadzieję)! 

sobota, 9 lipca 2016

Takie trochę retro

Hej, witajcie! 
Mimo że ostatnio rzadko aktualizuję bloga, to na fanpage'u Psalmów na fb wciąż dzieje się dużo, dlatego niecierpliwych odsyłam tam właśnie :).
Długo zastanawiałam się co napisać po tak długim czasie... jakiś spektakularny post? Na przykład z projektem naszych zaproszeń ślubnych? Nowe obrazy? Mnóstwo kartek? 
Otóż- nieeee! Życie pisze inne scenariusze, a tak się złożyło, że dostałam ostatnio od mamy trochę towaru na sprzedaż. Ślicznego, ręcznie robionego, koronkowego towaru, a mianowicie robione przez nią na szydełku serwetki. Zrobiłam im retro- sesyjkę i zapraszam do oglądania, a oczarowanych do kupowania! :) Ceny niewielkie, a wyglądają prześlicznie, są też oryginalnym prezentem, który dobrze prezentuje się nie tylko w retro wnętrzach, chociaż przyznać muszę, że w romantycznych klimatach im najlepiej... ale można też powiesić je w oknie, przyszyć do płóciennej torby lub po prostu położyć pod wazon z kwiatami lub filiżankę i w ten sposób upiększyć sobie każdy zwykły dzień.


Seria I- kwiat
kolor: beż
wielkość: Ø 20 cm
 dostępna ilość: 3 sztuki (w komplecie taniej)



Seria II- pajęczyna
kolor: ecru
wielkość: Ø  25,5 cm
dostępna ilość: 6 (w komplecie taniej)





Seria III- rozeta
kolor: beżowy
wielkość: Ø 28,5 cm
dostępna ilość: 3 (w komplecie taniej)




Seria IV- płatek śniegu
kolor: biały
wielkość: 38 cm
dostępna ilość: 2 (w komplecie taniej)





I jeszcze parę fotek na zachętę...





Wykonanie pierwsza klasa, podobnie jak nici, z których zostały zrobione. Bardzo polecam!

Dobrego weekendu kochani! :)

wtorek, 8 marca 2016

Ze szkicownika 2015/16

Mało rysuję. Wciąż za mało, ale i tak jest postęp- rysuję w ogóle. Nie wyszłam jeszcze mocno z wprawy, ale czuję te ostatnie lata bez regularnych ćwiczeń. Każda nieopanowana kreska jest mi wyrzutem sumienia. Ale nie o tym dzisiaj! Dzisiaj mam dla Was kilka rysunków ze szkicownika. Niewiele. Reszta nie nadają się do publikacji ;)... Mam też nadzieję, że ten niedosyt wzmagać będzie waszą ciekawość... 







A na koniec bonus... w zasadzie zapowiedź wielu, wielu rysunków, szkiców, obrazków i innych cudów- wianków, które zwykle się wykonuje przy okazji ślubu. No, może nie zwykle, ale w przypadku osób, które chcą by ten jedyny w życiu dzień był wyjątkowy. Mój dzień nadchodzi. NASZ dzień! :)


Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 12 lutego 2016

Powrót anioła

Witajcie! 



Pierwszy wpis w 2016 roku! 
Zbierałam się do niego długo, ale wciąż nie wiedziałam co właściwie mam napisać, co pokazać. Od czasu do czasu wrzucam na psalmowy facebook jakieś okruszki, żeby dać znać, że żyję, ale mam wrażenie, że to, co robię teraz, to faktycznie tylko okruszki- jakieś drobinki i resztki. 
Można by więc powiedzieć, że przechodzę swego rodzaju kryzys twórczy. Coraz mniej cieszy mnie to, co robię. Kiedyś tworzenie dawało mi mnóstwo satysfakcji i radości, a teraz, gdy już jestem Magistrem Sztuki (piszę to trochę z ironią), to mam wrażenie, że ludzie oczekują ode mnie niewiadomoczego i to hamuje we mnie radość tworzenia byleczego, czyli tego, na co mam akurat ochotę. Wiem, że jedynym lekarstwem na to jest przestać zwracać uwagę na opinie innych i ponownie zagłębić się w swoje serce, w swój świat i robić to, co się kocha. 
Łatwo mówić. Oczekiwania innych są jednak jak zatruta strzała. 

***

Uwielbiałam kiedyś malować anioły. A potem poszłam na studia i ktoś mi powiedział, że to głupie i dziecinne. Więc przestałam je malować. Zajęłam się martwymi naturami i modelami. Mój kreskówkowy styl stał się poważny i poprawny. Z jednej strony fajnie, bo warsztat się polepszył i oko sprawniejsze, ale anioły odeszły i na długo o nich zapomniałam. 
Do wczoraj.
Usiadłam przed pustą kartką. Pod ręką miałam trochę farb i ołówek. Zaczęłam malować. I poczułam się jak chory, który po bardzo długim czasie stanął na nogach i przypomina sobie jak właściwie się chodzi. Zdziwiona sunęłam pędzlem i patrzyłam, jak zaczęły spod niego wyrastać gwiazdy, liście i skrzydła. 
Znowu namalowałam anioła.
Efekt wcale mnie nie zadowolił. Anioł wciąż był na pustyni. A wokół niego noc.
Ale może coś się zmieni? Może inne anioły wrócą wraz z nim?