piątek, 28 listopada 2014

Rozdanie dyplomów i wystawa

Co prawda wydarzenie, o którym mowa miało miejsce już jakiś czas temu, ale myślę że (szczególnie jeśli chodzi o tegorocznych magistrantów) jego echo wciąż pobrzmiewa w wielu serduszkach.


Było dla mnie miłym zaskoczeniem, gdy dowiedziałam się, że mój dyplom został wyróżniony. Zawsze to coś, szczególnie że tak wiele wysiłku włożyłam w to wszystko i ktoś znowu miał okazję popatrzeć na moje stopy:) obiecuję, że gdy tylko zrobię jego ładną dokumentację, to wstawię tutaj zdjęcia. Zenitem będzie trudno, cyfrówka nadal leży odłogiem, a nie bardzo mam od kogo pożyczyć aparat. No i obrazy znajdują się obecnie w jakiejś nieokreślonej przestrzeni pomiędzy uczelnią, galerią, a moją stancją. Jak wrócą, to zainwestuję w akumulatorki do cyfróweczki. Aj promis.




Ostatnio martwię się o moje zenitowe zdjęcia, gdyż w powodu pogody robię je najczęściej w pomieszczeniach, co skutkuje poruszonymi lub nieostrymi fotografiami. Ale koniec końców, po wywołaniu filmu, zawsze dochodzę do wniosku, że było warto! Myślałam ostatnio nawet nad zakupem lustrzanki. Ale po pierwsze nie mam funduszy, a po drugie... myślę, że i tak zostałabym przy analogach. To może lustrzanka analogowa...? 
Kiedyś robiłam ślubną sesję mojej przyjaciółce takim cudem i byłam całkiem zadowolona z efektów. Jak tylko dostanę pozwolenie na publikację tej sesji, to wrzucę tutaj.

A na koniec zdjęcie autorstwa Mt- Sabina Magister Sztuki! Tadam, tadam!


Dobrego weekendu!

wtorek, 25 listopada 2014

Choróbska i takie tam



Bardzo, bardzo nie lubię chorować. W sumie- kto lubi? Jasne, że fajnie jest poleżeć w łóżku, spać cały dzień i mieć alibi na zniknięcie ze społeczeństwa. Tyle że jak się choruje 3 raz w ciągu 2 miesięcy, to przestaje być zabawnie. Kochanowski miał jednak rację pisząc:
Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.

Kurde.
Zastanawiam się czasami, czy to aby na pewno brak zdrowia fizycznego jest tu największym problemem. Czegoś mi tak jakoś brakuje. Mam wrażenie, że Pan Bóg dał mi tak bardzo dużo narzędzi, żebym zrobiła coś fantastycznego, a ja usiadłam na ziemi, patrzę na nie i nie wiem kompletnie za co się wziąć. Wiem, niedobrze. Brakuje mi jakiegoś impulsu, inspiracji... sama nie wiem. Może po prostu porządnego kopniaka w tyłek. 

Kimkolwiek jesteś, Czytelniku, pomódl się za mnie jeśli masz chwilkę.

niedziela, 9 listopada 2014

Tak to już dziwnie jest na świecie





Zaczęłam prowadzić tego bloga z myślą, że będzie o mojej twórczości. Nie o mnie. Żadnego uzewnętrzniania się, przemyśleń i takich tam. Ale z czasem widzę, że tak się po prostu nie da. Że wrzucam tu spory kawał siebie. Chociaż i tak powstrzymuję się jak mogę, bo po prostu nie wiem czy ma to sens. Tyle jest blogów. Tyle osób pisze o sobie. Tyle jest stron internetowych. Tyle profili na facebooku. Tylu ludzi, tyle historii. I to tak przelatuje przez nas jak przez sitko, prawie nic nie zostawiając. Czasami jakieś obrazy, myśli przylepią się do nas na dłużej, ale rzadko stają się częścią nas. Ja bym tak nie chciała. Chciałabym, by to co robię było takie, no wiecie, niesamowite. Ale nie w tym sensie, że wywoływałoby szok i rozwalało wewnętrznie. Chciałabym, by ludzie myśląc o tym, co robię czuli wewnętrzną harmonię i spokój. I żeby się uśmiechali. 
Rety, jakie to patetyczne. 
Znam dziewczynę, która w niesamowity sposób pisze o codzienności. I inną, która niesamowicie fotografuje codzienność. I  to jest takie piękne. Takie bez fajerwerków, a jednocześnie niesamowite. Niesamowite właśnie z ten dobry sposób. 
Wiecie, kiedyś chciałam być kontrowersyjna. Teraz widzę, że to bez sensu. 
Codzienność jest taka piękna. Tak, chyba to chciałam Wam powiedzieć w tym poście: codzienność jest taka piękna. Zwyczajność. Kurz w promieniach słońca wpadających przez zasłony i zapach kawy, gdy wracam do domu. 
Panie, to jest takie niesamowite...!

Dobrego tygodnia!

PS. Zdjęcia zenitowe. Starym Zenitem E zrobione. W wakacje jakoś to było.

sobota, 8 listopada 2014

O tym, co robi człowiek, gdy nie ma Internetu

Witajcie!
Przede wszystkim, dziękuję wszystkim osobom, które upominają się o nowe posty. Jest to naprawdę miłe uczucie, szczególnie że prowadzę tego bloga tak z potrzeby serca i jest mi niezmiernie miło, że ktoś naprawdę to czyta. Jesteście cudowni!
Po drugie chciałabym powiedzieć, że DA SIĘ żyć bez Internetu. Serio. Omija mnie przez to wiele dobrego, ale też wiele niepotrzebnych rzeczy nie zaprząta mojego umysłu. Kto wie- może dlatego w końcu się obroniłam? 
I po trzecie: TAK, obroniłam się! Jestem magistrem sztuki! :)
Korzystając z okazji, że mam dostęp do stałego łącza, wrzucam kilka analogowych fot z wernisażu wystawy podyplomowej. Nie wszystkie są mojego autorstwa, aczkolwiek mam nadzieję, że autor fotografii nie będzie miał nic przeciwko (jakoś się rozliczymy). 


 Magistry Sztuki ze swymi ulubionymi promotorami.

 Stopy muszą być!

 Z dyplomem mym w tle :)


Zenit 312m, Fujicolor 200

Wernisaż ten odbył się w Koszarach Dragonów, 24 października 2014 roku. 
Było genialnie. 
Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tym niezwykle ważnym wydarzeniu. Za to, że byliście i jesteście. Że mogę na Was liczyć!

Spokojnej nocy! 
I mimo że życie bez internetów jest super, to mam nadzieję- do szybkiego napisania! ;)