sobota, 16 sierpnia 2014

O leśnych przygodach i w ogóle o podróżowaniu

Dobry wieczór!

Zacznę dzisiaj tak ładnie, bo fragmentem z pewnej Księgi:
Mąż, który podróżował, zna wiele rzeczy
i mądrze przemawiać będzie, kto ma wielkie doświadczenie.
Kto nie ma doświadczenia wie mało,
a ten, kto podróżował, wzbogacił swoją sprawność.
Wiele widziałem w moich podróżach
i więcej rozumiem, niż wypowiedzieć potrafię.
Często byłem w niebezpieczeństwie śmierci
i dzięki tym [doświadczeniom] zostałem ocalony.
Syr 34, 9- 12

Otóż jest połowa sierpnia i dla mnie wakacje dobiegły już końca. Znalazłam pracę, wzięłam się w końcu porządnie za magisterkę i zaczęłam z tęsknotą i rozpaczą wspominać minione dni.... 
Żartuję :) jest fajnie! 
To, że wzięłam się do roboty wpływa na mnie dobrze. Odkrywam w sobie ukryte pokłady energii, które gdzieś tam chowały się po kątach, a w końcu znajdują ujście.
Prawdą jest jednak to, że wspominam sobie minione miesiące, ale jak nie wspominać, jak ma się tyyyyyyle zdjęć! Te wakacje wyjątkowo obfitują w analogowe fotografie. I z radością uświadomiłam sobie, że choć nie wyjeżdżałam gdzieś daleko, to jednak dużo podróżowałam. I najciekawsze jest to, że głównie stopem! :) Jeśli tego nie robiliście w swoim życiu, to spróbujcie koniecznie, bo przeżycia i doświadczenia są niesamowite. Nigdy wcześniej bym się na to nie odważyła, ale odkąd mam osobistego ochroniarza, to nie boję się ani trochę:) 
I dzisiaj mam dla Was kilka fot bardzo szczególnych, bo po pierwsze- są czarno- białe, a po drugie z bardzo szczególnej wyprawy. Na jagody, maliny, poziomki, grzyby, kwiaty i przygody! Jednej z pierwszych w tym sezonie!







Robione moim niezastąpionym Zenitem 312m, na czarno- białym Ilfordzie PANie 100 :)
Dziękuję Wam dziewczyny raz jeszcze za ten czas i te cudne zdjęcia:) (mam ich więcej, ale to tylko dla naszego prywatnego wglądu!)

Jak nie zabiorą mi internetów, to wkrótce więcej!
A tymczasem życzę miłego wieczoru! Papa!

sobota, 2 sierpnia 2014

analogowe skarby

Witajcie!
No i zaczął się sierpień! Ech, czas płynie nieubłaganie, a wakacje mają tę wadę, że czas przyspiesza wtedy co najmniej dwukrotnie i nim się człowiek obejrzy, to połowa już za nim.
Ale dzisiaj miałam mały skok do przeszłości.
W samo południe wybraliśmy się z M. do Fotomaxa, by odebrać zdjęcia, które zaniosłam wczoraj do wywołania. I spacer ten utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że nie ma to jak stara, analogowa fotografia! Tylko wyszliśmy zaczęliśmy przeglądać fotoindeksy i tak byliśmy zaaferowani, że zapomnieliśmy zajść do spożywczaka. Wywołałam aż 3 filmy, także było o czym dyskutować. Niemalże biegiem doszliśmy do domu i zniecierpliwieni od razu zaczęliśmy oglądać skany. Emocje jak przy dobrym filmie:)
Ajjj!
Tylko wspomnień!
Okazało się, że jeden z filmów siedział w aparacie jakieś... 3 lata! Oczywiście w mojej szalonej Smenie, która po 5 zdjęciach się zacięła i klatki zaczęły się nakładać i nakładać i nakładać. A ja już myślałam, że mam film z nieskończoną liczbą klatek... a tymczasem powychodziły mi na nim cuda- wianki.
Wszystko to i jeszcze więcej już wkrótce! Bo teraz mam mnóstwo zdjęć i będę nimi zasypywać wszystkich, którzy będą tylko mieli ochotę tu zaglądać i być zasypywani:)
Na początek te stare zdjęcia... z zajęć malarstwa- kiedy to było!
Wspomnienia mieszają się z wieczornym powietrzem i dźwiękami Apelu jasnogórskiego z pobliskiej katedry...





(Smena symbol, Solution 200)

Spokojnego wieczoru i pięknej niedzieli!!