środa, 22 stycznia 2014

Zazdrość to podatek, jaki się płaci od sukcesu ~David Nicholls

… czyli parę słów o wygranych i przegranych.

Zwykle nie czytam komentarzy pod artykułami- jest tam zazwyczaj tylko bluzganie na innych, bluzganie zupełnie niepotrzebne i nie wiadomo komu na co, chyba ot tak, by się gdzieś wyżyć, bo przecież nie widać twarzy, więc MOGĘ; a ja po prostu nie lubię chamstwa. Ale tym razem, jako jedna z bohaterek artykułu, zainteresowałam się, co też mają inni internauci do powiedzenia. Szczególnie, że chodziło o konkurs fotograficzny, a ja, jako osoba zajmująca się fotografią od lat, po prostu byłam ciekawa, co myślą inni, może jakąś konstruktywną krytykę dostanę, może jakieś rady, gratulacje, cokolwiek. Lecz żadnej z wyżej wymienionych reakcji nie spotkałam. Szczerze powiem- ku wielkiemu zdziwieniu. Nawet gratulacje omijały moją pracę. Cóż. Nie powiem, zrobiło mi się przykro, ale że znam wartość mojej fotografii, patrzyłam na wszystko z przymrużeniem oka. Wypowiadający się specjaliści wiedzą przecież lepiej.

To po primo. Jeśli zaś chodzi o samą pracę, to czy tylko mi pachnie ona domem, latem i czymś nieuchwytnym, co ucieka nam właśnie, bo żyjemy w świecie jednorazowości? Tak, chusteczki. A czemu nie? Wychowałam się w domu, gdzie do dziś się ich używa. Te na zdjęciu należą do mojego ojca. Ojciec kojarzy mi się z domem. Chusteczki uprane i równiutko powieszone przez mamę, by wyschły. Mama zawsze jest dokładna, wszystko musi być czyściutkie, wyprasowane. Takie mam skojarzenia z domem. Z domem, który moim światem był przez lat 20. Nawet głupi termometr w oknie, blokowisko w tle, tak, to mój świat. Mój świat w obiektywie. Obiektywie Zenita, którego wcześniej używał mój starszy brat. To nie jest zdjęcie pozowane. To moja rzeczywistość. A właściwie jej wspomnienie. Wspomnienie domu rodzinnego.

Studiując edukację artystyczną, trochę się na fotografii znam. Zdobywając nagrody, uczestnicząc w życiu kulturalnym, mając od czasu do czasu wystawy, no, trochę wiem, co jest dobrym zdjęciem, a co nie. Złego bym na konkurs nie dała. Dlatego tym bardziej cieszę się, że jury doceniło akurat moją pracę. Bo wiem, że jest dobra. I nie jest to pycha. Ale nie jest to też fałszywa skromność. Jest to pokora, czyli spojrzenie w prawdzie. Bo rozumiem, że komuś może się nie podobać- de gustibus non est disputandum, mi również wiele prac się nie podobało, ale doceniam serce w nie włożone i nie bluzgam. Bo tego wymaga kultura. A tym bardziej jest mi przykro patrzeć na to, że akcja rozgrywa się na chrześcijańskim portalu. Co prawda nie muszą go czytać tylko chrześcijanie, jasne, ale mniemam, że jest ich zdecydowana większość. Więc pewnie znają przykazanie Nie zabijaj? Przypomnę, że zabić można również słowem. Zabić czyjąś pasję, zapał. Mojej nie zabili. Tylko dlatego, że jestem już na to odporna.

Na koniec gratuluję laureatom i współczuję przegranym- i bynajmniej nie mam tu na myśli uczestników konkursu.


PS. Normalnie chyba bym to olała. Ale z racji, że mam zajęcia z krytyki artystycznej, gdzie zachęcani jesteśmy do wyrażania swoich opinii o sztuce i wydarzeniach z nią związanych, to jakoś tak nie mogłam  się powstrzymać. Ach, te studia artystyczne! Co one robią z ludźmi! ;)

Artykuł i komentarze można przeczytać >>tutaj<<.

sobota, 18 stycznia 2014

w wirze zaliczeń

(Zenit 312m, Solution200)

Witam Was serdecznie w środku tego szalonego czasu jakim są zaliczenia i zbliżająca się sesja. Ostatnio coraz częściej nachodzą mnie myśli, że niby tak się narzeka na to, że tyle do zrobienia, tyle nauki, ale... tak naprawdę zaraz nadejdzie koniec studiowania i, wiecie... chyba bym za tym tęskniła. Ale na szczęście mam jeszcze drugi kierunek i będę mogła sobie poprzeżywać ten słodki koszmar jeszcze jakieś 7 razy.
Oczywiście jak przychodzi co do czego i ma się do zrobienia miliard rzeczy, to robi się wszystko, tylko nie to co trzeba. Choć i tak muszę sobie pogratulować, bo nie jestem jeszcze w najgorszej z najgorszych sytuacji (brawo, Sabino!).
Pamiętacie jak pisałam kiedyś tutaj o Studenckich Spotkaniach Kulturalnych? Otóż przygotowania idą pełną parą. A przynajmniej mi już paruje główka od nadmiaru pomysłów, zmartwień i planów z tym związanych. No ale póki wszystko idzie do przodu- chwała Panu!
W tym tygodniu ruszyliśmy z naszą skromną kampanią reklamową. Zaprojektowałam 4 ulotki. Czym się kierowałam? Prostotą. Bo to, co najprostsze, trafia najlepiej. I to prosto do serducha. Czy trafi tym razem? Czas pokaże:) a tymczasem wracam do liternictwa i kaligrafii!
Pozdrawiam!





niedziela, 12 stycznia 2014

rozmalowanie

Strasznie ciężko jest powrócić do malowania, jak nie robiło się tego długi czas. Aż wstyd się przyznać- w końcu jestem na malarstwie... Ale ostatnio (nie siłą, nie mocą moją) udało mi się zasiąść do sztalug. I namalować- co prawda malutkich rozmiarów, o tematyce niezbyt ambitnej- obraz. Ale to było tak na rozmalowanie. W planach mam coś większego (dyplom)! Pożyjemy, zobaczymy.


akryl na płótnie, 18x13cm

A na niedzielę polecam cudowne piosenki Magaleny Frączek i Love Story, których płyty niedawno zakupiłam (nie wiem jak mogłam tak długo bez nich żyć). Polecam wszystkim! A szczególnie kobietom. 


<3

niedziela, 5 stycznia 2014

Strasburg- Taize- fotorelacja

Bonjour!
Miałam wątpliwości czy brać ze sobą Zenita na ESM w Strasburgu, ale zepsuty aparat cyfrowy przesądził sprawę. I oczywiście nie żałuję! Jak tylko wróciłam zaniosłam do wywołania film i tym samym w nowy rok wkroczyłam ponownie pod rękę z analogową fotografią. Miałam tylko jedną rolkę filmu, nawet nie całą, ale to wystarczyło. Te kilka fotografii + całe mnóstwo innych (bzdurnych:)) robionych telefonem są najcudowniejszą pamiątką.

 Czytanie historii filozofii w drodze. Tak, witamy na teologii.

 Pamiątkowa fotka z pierwszego zgubienia się w drodze na modlitwę wieczorną <3

 Typowy klimacik Taize- jak w domu:)

Przyjazd pierwszy raz jako chór dał zupełnie nową perspektywę (do zdjęć również). 

 Zachwyt kolorami Strasburga. I oknami.

 "Rzeczywiście tu wyglądam jakbym tęsknił za Shire!"- serdeczne podziękowania dla mego towarzysza podróży! Za granie na flecie, za śpiewanie o dudzie, za cierpliwość iiii w ogóle za wszystko... :)

 Pamiątkowa focia w drzwiach musi być! 
Na dowód zeszłoroczne zdjęcie z ESM  w Rzymie:

(pozdrowienia dla ekipy zeszłorocznej!:))

 Tyle epok! Na jednej fotografii! 
(wow) :D

 Włócząc się uliczkami...

 ...zawsze można trafić na coś ciekawego.

(Ze specjalną dedykacją dla Pańci!:))

 Katedra w Strasburgu. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie!

Tradycyjne świeczuszki. "Dona la pace Signore!"  

 Przepiękny obraz z kaplicy ekumenicznej szpitala w Strasburgu.


Z moich trzech wyjazdów na ESM, ten był... równie cudowny jak Rzym. Zastanawiam się nawet czy nie lepszy, ale... czas pokaże, jak ochłonę, bo póki co wciąż grają we mnie te wszystkie emocje i to, czego doświadczyłam, a co było takie nowe i zachwycające. I choć pierwszy dzień troszkę mnie zniechęcił, to później już było tylko lepiej (z malutkimi kryzysikami;) ale czym byłaby pielgrzymka bez kryzysu!). I teraz, gdy wróciłam do Polski, czuję się nowym człowiekiem. Wypoczęłam, podbudowałam się duchowo. Z nadzieją wkraczam w nowy rok, choć wcale łatwo nie będzie, bo obowiązków nie ubyło... Cóż- życie!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę wiele, wiele radości i uśmiechu w tym nowym, 2014 już, roku!
Au revoir!